niedziela, 3 marca 2013

Brukselka z orzechami i jabłkiem

   Brukselka, tuż obok szpinaku to postrach wszystkich dzieci ;) Podejrzewam, że i niektórych dorosłych.
   Mnie też straszyła, aż do chwili kiedy znalazłam ten przepis. Próbowałam już wcześniej, samą z solą, smażoną, gotowaną, robioną na parze, z boczkiem, w bułce tartej, z fasolą, z cudami wszelkimi. Efekt zawsze był ten sam, krzywa mina mówiąca "czy ja się nigdy nie nauczę, że brukselka to nie jest moje danie?" Pewnego dnia, postanowiliśmy z Tomaszkiem po razu drugi (za pierwszym wymiękłam przy grochu z wiórkami kokosowymi) być wegetarianami. A bycie niemięsożernym ssakiem, wymaga przynajmniej na początku poszukiwań. Wertowałam, przeglądałam tysiące stron z wegetariańskim jedzeniem. I tak znalazłam "Vegelicious", a tam przepis na brukselkę. Jak wygląda nasze bycie vege? Hmmm... jest trudno. Jeśli ktoś z Was kiedykolwiek próbował to wie, że nie jest łatwo zrezygnować z kotletów schabowych lub kurczaka w sosie słodko-kwaśnym. Oj, nie jest łatwo. Ale próbujemy! Oczywiście zrezygnowaliśmy z mięsa z powodu cierpienia zwierząt. Nie jest też tak, że od razu wszystko odstawiliśmy i teraz zajadamy się tylko soją ;) Nie. Bo jesteśmy początkujący, wciąż się uczymy nowych potraw i powoli oswajamy się z brakiem mięsa w menu. Zdarza nam się zjeść potrawę mięsną, nie ukrywam, ale staramy się jednak je ograniczać do minimum i sami nie kupujemy. Wybierając jajka, kupujemy te z oznaczeniem 0 lub 1 (są to jajka pochodzące z hodowli na wolnym wybiegu). Ktoś powie, że to kropla w morzu lub, że nie jesteśmy konsekwentni. Ale przecież każde morze składa się właśnie z takich mały kropel. I fakt, czasem ulegamy na rodzinnym obiedzie u siostry, i kurczak ląduje w naszych brzuchach, ale mam nadzieję i wierzę, że nadejdzie taki dzień kiedy już w ogóle nie będziemy tęsknić za mięsem. 
     
Zatem teraz, bardzo Vegelicious obiad!

Brukselka w towarzystwie orzechów i jabłek






Potrzebne będą:
- 2 łyżki oleju
- 0,5 kg brukselki
- odrobina soli i pieprzu
- duże jabłko
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżeczka miodu/syropu z agaw/syropu klonowego
- garść orzechów włoskich
-  sok z połowy cytryny

Wszystkie brukselki po umyciu siekamy, wrzucamy na patelnię na rozgrzany olej, solimy i pieprzymy odrobinę (ok. 0,5 łyżki). Po 10 minutach, kiedy brukselka już nam się udusi, dodajemy pokrojone w małe kawałki, obrane jabłko, łyżkę miodu/syropu, sok z cytryny, orzechy i posiekany czosnek. Dusimy jeszcze chwilkę 2-3 minuty i już!

Można jeść na ciepło z ryżem lub kaszą albo wcinać samą ;)

Smacznego,
Alicja

Ps. A Wy, próbowaliście kiedyś żyć bez mięsa?

piątek, 1 marca 2013

Chleb w jajku

  Dorosłość jest O-KRO-PNA ! Też tak myślicie? Jeju, jak to wspaniale było za gówniarza niczym się nie przejmować. Budować bazy, bawić się z sąsiadem w Gwiezdne Wojny albo Dom ;) Chodzić latem co pięć minut do sklepu po lizaki lodowe. Pić oranżadę, i tak mocno przytykać butelkę do ust, że aż zostawał różowy ślad. Pierwsze randki, pocałunki, pierwsze buty na obcasie! Wszystko było takie nowe, świeże. I bałam się się tego wszystkiego, ale z dziecięcą ciekawością, odwagą, brnęłam we wszystkie kłopoty świata. Pamiętam jak kiedyś przyjechał do mnie kuzyn, którego nie lubiłam zbytnio. Co gorsza, strasznie się wywyższał przed moim ulubionym sąsiadem! A kolega sąsiad, starszy ode mnie o 2 lata, był moim i kuzynek guru. Mistrz w każdej postaci! Wszystkie dziewczyny w Wawrowie zawsze wysyłały kartki walentynkowe Tomaszowi Ch ;) I ten mój nieznośny kuzyn, śmiał w ogóle porównywać się z Tomaszem Ch ?! Ba! On nawet próbował być od niego lepszy! Oczywiście nie mogłyśmy na to pozwolić! Plan był prosty. Wziąć sporą ilość smaru z traktora, posmarować klamkę i czekać, aż koszmarny kuzynek się złapie! Prawda, że genialny plan? Był, do czasu. Jak to bywa z takimi pomysłami, musiał się napatoczyć ktoś dorosły i... złapać za klamkę. To była moja Mama. Oczywiście zaraz, że co to za głupstwa, co za wymysły, co za smar, ktoś to zaraz będzie sprzątał. Dorośli w ogóle nie wiedzą o co chodzi... Po uszach dostałyśmy, ale nic to! Honor sąsiada został nietknięty!
  A pamiętacie potrawy które wcinaliście będąc dziećmi? W moim Wawrówku królowała zupa mleczna. Z tak gęstymi kluskami zacierkami, że łyżka stała. Rano, szłam po bułki, smarowałam masłem, miodem. Babcia gotowała zupę i wspólnie z Tatą pałaszowaliśmy cały garnek. Ciekawe czy to smak potraw z dawnych lat był tak niesamowity, że wymiękamy na samo wspomnienie? Czy może to dzięki wspomnieniom związanym z nimi? Może jedno i drugie? Na pewno! Tak łatwo a zarazem tak ciężko było być dzieckiem. I kubki smakowe, którym wystarczyło utarte jajko z cukrem, albo Vibovit. A teraz? Teraz zachciało nam się krewetek, kaparów, pesto....

Składając hołd umorusanej buzi, SKO, lizakom lodowym, oranżadką w proszku, dziś coś co przypomina mi zapach tamtych lat. Moi Drodzy, oto chleb w jajku ;)


Chleb w jajku







Potrzebujemy:
- 2 lub 3 kromki chleba
- 2 jaja
- szczypta soli
- masełko do smażenia

Roztrzepujemy jaja, doprawiamy solą, maczamy w nich kromki chleba i smażymy na patelni, na masełku, z dwóch stron.
Łatwiej się nie da!

;-)

Smacznego!
Alicja

wtorek, 19 lutego 2013

Sałatka z mozzarellą, pomarańczą i szpinakiem.

Dziś szybko, tylko klika zdań, bo czekają na mnie małe przyjemności. Lubicie się rozpieszczać? Ja bardzo! Szczególnie w chłodny, zimowy wieczór, kiedy pies i kot siedzą cały czas pod kaloryferem a za oknem świszczy mroźny wiatr. Na wieczór pełen uciech zaplanowałam: Tomasza, ciepłą kołderkę, termofor i film. Bo cóż przyjemniejszego, niż dotykanie zimnymi stopami gorącego termoforu, wcinając popcorn i podziwiając na ekranie Daniela Day-Lewisa. Oglądamy dziś, ponoć bardzo monumentalne, amerykańskie  kino - Lincoln. Masa nominacji do Oscarów, no i Daniel, Daniel, Daniel, Daniel. Dla mnie jest świetny. Nieziemskie kreacje filmowe ("Aż poleje się krew" , "Ostatni Mohikanin") i doskonały styl, dojrzałego mężczyzny z nutką zbira. Clooney, Banderas, pfff.... oni są po prostu stylowi a Daniel ma to coś. I uwielbiam gdy nosi kapelusze.

I jeszcze coś, co sprawi dużo frajdy, na przykład przy jutrzejszym śniadaniu ;)

Sałatka z mozzarellą, pomarańczą, szpinakiem i orzechami.






Potrzebne będą (na 4 porcje, na małych talerzach):
- pół główki małej sałaty lodowej
- 2-3 garści świeżego szpinaku
- 2 kromki chleba
- 1 pomarańcza
- 1 mozzarella (lub jedno opakowanie takich mini kuleczek z mozzarelli)
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- garść orzechów laskowych
- sól, pieprz

Sałatę i duże liście szpinaku szatkujemy (mniejsze listki szpinaku mogą zostać w całości, będzie bardzo ładnie wyglądało). Kroimy pomarańczę i mozzarellę w małe kawałki. Kromki chleba pokrojone w małe kostki smażymy na patelni z łyżką oliwy aż się zarumienią. Muszą lekko ostygnąć, wtedy wszystko ze sobą mieszamy, posypujemy pieprzem, odrobiną soli, i orzechami. Ja nie drobiłam orzechów. Ale jak wolicie ;)
Polewamy łyżką oliwy, mieszamy i mamy kolorowe, bardzo wiosenne śniadanie, albo kolację zimową porą!

Smacznego,
Alicja

poniedziałek, 11 lutego 2013

Oliwki pieczone

 Chcę już koniec lutego! Chcę, żeby ta okropna zima już sobie poszła. I choć dzielnie sobie z nią radzę, i to bardzo przyjemnymi sposobami to mam już jej po dziurki w nosie. Chcę już lato! Chcę chodzić po lesie tylko w sandałach, zbierać jagody w lesie u babci Stasi, jeść je ze śmietanką, na pomoście mocząc stopy w ciepłym jeziorze. 
 Ale najbardziej na świecie to chcę już oglądać Oscary. Jeszcze 13 dni! Wieczór już mam zaplanowany. Będzie szampan, zacne towarzystwo, dobre jedzenie, kołderka i trąbki do wiwatowania! A co! I (uwaga to jest groźba) jeśli Anne Hathaway nie dostanie statuetki, za drugoplanową rolę to... to... to... to jeszcze nie wymyśliłam co, ale na pewno nie ujdzie im to na sucho! ;) Ale zanim gwiazdy pokażą nam swoje śnieżnobiałe zęby, dziękując Bogu, rodzinie, przyjaciołom, psu, kotu za nagrodę, zanim popłyną pierwsze łzy wzruszenia, ktoś musi to wszystko zaplanować, i nakarmić głodne, wyrzeźbione brzuchy Hugh Jackmana i Quentina Tarantino. Z tym wyrzeźbieniem to raczej tylko Hugh. (co nie Rafał? :-] ) O brzuchy na bankiecie zadba jedyny taki, wspaniały, niezastąpiony od 18 lat Wolfgang Puck. Jego doskonały styl i szyk z jakim przygotowuje potrawy nadadzą pooscarowej gali na pewno niezapomnianego smaku. Uchylono już rąbka tajemnicy, i zdradzono co w tym roku pojawi się na stołach w Dolby Theatre w Hollywood. I na pewno nie będzie to popcorn i nachosy. Puck w tym roku, musi zadowolić gusta prawie 1500 osób! Aktorzy, operatorzy, kostiumolodzy, reżyserzy, dźwiękowcy będą mogli wybierać spośród około 50 potraw. 

 A oto kilka pozycji z tego wykwintnego menu:

- sałatka z japońskiej brzoskwini
- grillowane karczochy
- ciasto z kurczaka z czarnymi truflami
- wegańska pizza hors d' oeuvres 
- sałatka z buraczków i orzechów
- wędzony łosoś i chrupkie pieczywo w kształcie statuetek 
- czekoladki również w kształcie Oscara ;)

Całkiem przyjemnie, prawda?





 W mojej wawrowskiej, maleńkiej kuchni przez chwilę dziś było równie wykwintnie. Pozwoliłam sobie na niecodzienne połączenie. Miałam małą chandrę, najpierw myślałam, że coś upiekę ale potem wpadł mi w oko przepis Trish Deseine na pieczone oliwki. Smak jest... nieszablonowy, powiedziałabym, że nawet niepokojący. Bo mamy do czynienia z czarnymi, gorzkimi oliwkami i słodką pomarańczą. Do tego odrobina czosnku i równie gorzkiej oliwy. Czy to aby nie za dużo, nie za śmiało? Spróbujcie sami. Na pewno, nie wszystkie kubki smakowe to zatwierdzą. Moje podniebienie było zaintrygowane, i choć do końca nie przekonało się do rozmarynu to szybko podpowiedziało, że miód by wszystko zrównoważył.




Potrzebujemy:
- 25 dag czarnych oliwek
- 1 ząbek czosnku
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- szczypta rozmarynu
- 1 pomarańcza

Rozgrzewamy piekarnik do 150 stopni. Oliwki wkładamy do żaroodpornego naczynia, z pokrojonym czosnkiem, posypujemy odrobiną rozmarynu, polewamy oliwą i sokiem z połówki pomarańczy. Drugą połowę kroimy w cienkie ćwiartki i układamy obok oliwek. Pieczemy ok 20 minut. 

Intuicja mi podpowiada, żeby zastąpić rozmaryn łyżką miodu. Wymieszać z wyciśniętym sokiem z pomarańczy i wtedy dopiero polać oliwki. Byłoby słodko-gorzko. Następnym razem spróbuję.
Oliwki jadłam z klasyczną grzanką z wyskakującego tostera. 

Smacznego, Alicja. 


czwartek, 7 lutego 2013

Buchty drożdżowe z jabłkami

Naszło mnie dziś na Wojaczka.
Nie pamiętam jak na niego trafiłam, kiedy i gdzie.
Zapamiętałam tylko ten wiersz. Dla mnie genialny. Ludzie na forach dyskutują, kłócą się, opluwają bezsensownym słowami, próbują znaleźć rację: erotyk czy absolutnie nie. Smutny, pełen goryczy czy po brzegi zatopiony w miłości największej, najgłębszej. A może jedno i drugie? Nie lubię tego. Nie rozumiem po co to robią. Dziś dla mnie to list zostawiony na białej poduszce, ukradkiem, po cichu. Zostawiony przez kobietę wychodzącą z mieszkania mężczyzny, któremu oddała już wszystko. Któremu poświęciła wiele. Dużo, za dużo. Ale zrobiłaby to znów bez wahania. Widzę jak wychodzi, powoli zamyka za sobą drzwi. I choć nie chce, stawia kroki do przodu z nadzieją, że on w końcu uwierzy, zrozumie.


''Prośba'' Wojaczek.

Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej 
Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam 
I najcieńsze wspomnienie sukienki także zmyłam 
I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej 
Na pewno mieć nie mogłeś, zrób coś, bym uwierzyła 

Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej 
Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś 
Że nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś 
I choć nie wierzę by mógł być ktoś bardziej otwarty 
Dla ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz 






I trochę mojej, kuchennej poezji.
Buchty drożdżowe z jabłkami











Potrzebne będą:
Ciasto:
- 20 g drożdży
- 60 g cukru
- 450 g mąki
- 200 ml ciepłego mleka
- 100 g stopionego masła
- 3 żółtka
- 1 łyżka cukru waniliowego
- skórka z 1 cytryny
- szczypta soli
- 20 g masła do posmarowania blachy
- 50 g masła do posmarowania bułeczek
- 10 g cukru pudru do posypania

Nadzienie:
- 3-4 jabłka
- cukier
- cynamon

Sos:
- sok z 3 pomarańczy
- 130 g cukru
- 100 ml śmietanki kremówki
- 2 łyżki wody

Ciasto: Do miseczki wkrusz drożdże i rozetrzyj je z odrobiną cukru.  Wlej 100 ml mleka i wymieszaj z 100 g mąki. Odstaw do wyrośnięcia. Żółtka utrzyj z cukrem. Dodaj do rozczynu z resztą mąki i mleka, stopionym masłem, skórką z cytryny i szczyptą soli. Zagnieć ciasto, przykryj ściereczką i odstaw przynajmniej na godzinę do wyrośnięcia. Z ciasta uformuj wałek, pokrój w plastry. Każdy kawałek spłaszcz, nałóż porcję nadzienia. Sklej jak pączki, czyli po prostu uformuj nieduże kulki, połóż na wysmarowanej blasze, jedna koło drugiej. Posmaruj stopionym masłem, piecz ok 40 minut w tem. 170 stopni.

Nadzienie: Tak naprawdę, możecie do środka włożyć co się Wam tylko zamarzy. Ja włożyłam, kawałki jabłek usmażonych na patelni z cynamonem i cukrem. Jabłka należy pokroić w małe kawałki, dodać trochę cukru, cynamony i smażyć aż zmiękną.

Sos: Robiłam go pierwszy raz, był smaczny ale podejrzewam, że lepiej komponowałby się z nadzieniem np. marcepanowym. Tu po prostu było już bardzo słodko. Ale jeśli macie ochotę to próbujcie, może coś zmienicie i odkryjecie ekstra smak. A zrobiłam go tak: W małym rondelku rozpuść cukier w wodzie i skarmelizuj go na złoty kolor. Dodaj sok z pomarańczy i odparuj połowę. Po ostudzeniu wymieszaj ze śmietanką kremówką.

Nie zapomnijcie przypudrować bułeczek cukrem!
Do bucht piłam zimne mleko, smakowało wspaniale!

Smacznego!

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Kasza bulgur z warzywami i kardamonem.

 "The whole universe depends on everything fitting together just right. If one piece busts, even the smallest piece. the whole universe will get busted."

 "Cały świat polega na tym, że wszystko do siebie pasuje. Jeśli jedna część się zepsuje, nawet najmniejsza, cały świat się zawali." -  Hushpuppy. 

 Są takie filmy, których obejrzenie raz nie wystarcza. I pomimo tego, że siedziało się w kinie dwie godziny, nie chce się wychodzić. Ba! Można siedzieć i czekać aż puszczą jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze.  I ja tak miałam ostatnio. 

 "Bestie z południowych krain" w reżyserii Benha Zeitlina to obraz koło którego nie można przejść obojętnie. Jedni najchętniej nosiliby na rękach reżysera i odtwórczynię głównej roli, inni kwitują krótko - przerysowany.
Gdzieś, prawdopodobnie w jakimś zakątku Luizjany, wśród mokradeł, na skraju wody i lądu, prawie na końcu świata jest wioska niepodobna do innych. Bathtub. Wanna. Żyje tam, wśród wielkiej wody, ciągłego nieporządku grupka odmieńców, dziwaków, buntowników. Żyją w biedzie, pod wpływem alkoholu, ale za to z własnymi zasadami, ustalając swoje normy wartości takich jak rodzina, szczęście, bezpieczeństwo. Odgrodzeni wielkim murem od wielkomiejskiego społeczeństwa, konsumpcjonizmu i cywilizacyjnych udogodnień. Budują domy z resztek innych domów, łowią kraby, mają więcej świąt niż gdziekolwiek indziej na świecie. Żyje tam Hushpuppy, ośmioletnia co najwyżej dziewczynka wraz ze swoim ojcem. Świat który oglądamy oczami Hushpuppy to miejsce magiczne, gdzie wszystko do siebie pasuje ale też i niebezpieczne, pełne dzikich bestii, które dokładnie wiedzą kiedy człowiek się boi. Hushpuppy i ojciec  to jedna drużyna, zostali sami więc muszą opiekować się sobą nawzajem.  Wink (ojciec dziewczynki) wychowuje ją w bardzo specyficzny sposób. Mała musi umieć łowić ryby jedną ręką, radzić sobie z krabami bez sztućców i nigdy, przenigdy nie wolno jej płakać. Czemu ma to służyć? Przygotowaniu Hushpuppy na to co nieuniknione, wioska zagrożona jest powodzią a ojciec choruje. Jak dziwne, to się nie wydaje, wszystko jest robione z troski i z miłości do dziewczynki, która ma być dzielna, nieulękniona, nie dać się podporządkować.  I kiedy nieuniknione nadchodzi, Wanna zostaje zalana, ludność wciąż nie poddaje się systemowi, i mimo zalanych domów nie opuszcza wioski. Tu nasza bohaterka ucieka w świat wyobraźni. Trudno jest dochodzić tu co jest fikcją, imaginacją dziewczynki a co rzeczywistością. Do życia budzą się również bestie, przemierzają lądy, nie pozwalają nikomu stanąć na ich drodze. Kierują się do Bathtub. Świetnie pokazana jest relacja między córką a ojcem. Są miedzy nimi chwile złości, kiedy Hushpuppy krzyczy, że chciałaby aby umarł wtedy przyjdzie na jego pogrzeb i zje cały tort sama, ale nawet wtedy ani przez sekundę nie wątpimy w ich miłość. Bieda, patologia wchodzą w życie bohaterów już od pierwszych minut, ale nie zasłaniają nam tego co najważniejsze, wolności i zadowolenia z życia. Wink doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo być, dzielną, małą dziewczynką a przy tym jeszcze zachować w sobie coś z dziecka. Dlatego wszystkie troski, rekompensuje jej niesamowitymi opowieściami o jej matce która odeszła, ale była tak wspaniała, że kiedy wchodziła do kuchni wszystkie garnki od razu wrzały. Z minuty na minutę obserwujemy coraz silniejszą, mądrzejszą Hushpuppy. Staje się ona potężną siłą natury potrafiącą stawić czoła nawet ogromnym bestią. 
"Bestie z południowych krain" to nie po prostu tytuł. To wspaniała podróż przez wolność, odwagę i magię. To świat pełen poezji, świat który większość z nas publicznie by wyśmiała, wyszydziła, a ukradkiem do niego tęskniła i o nim marzyła.

Proszę, obejrzyjcie. Warto. Trzeba. 

A teraz już feeding time! (kto oglądał, ten wie!)


Kasza bulgur z warzywami i kardamonem






 Potrzebne będą:
- pół szklanki kaszy bulgur
- kostka rosołowa
- marchewka duża
- czerwona papryka
- pół puszki kukurydzy
- 1/4 łyżeczki kardamonu
- duuuużo ostrej papryki mielonej
- pieprz
- sól
- listki sałaty
- odrobina oliwy
- pietruszka pół pęczka

Z kostki robimy bulion (na kostce jest napisane w jakiej ilości wody należy ją rozrobić), który przyprawiamy kardamonem i mieloną ostrą papryką według upodobań oczywiście, ja dałam sporo ponieważ lubimy ostre! Przez 30-40 minut namaczamy w nim kaszę, co jakiś czas mieszając. Bulionu powinno być ponad kaszę na ok 3 cm. Jeśli ktoś woli szybszy sposób, to można ją w tym bulionie na małym ogniu gotować przez 10-15 minut. Na patelni, na oliwie podsmażamy pokrojone w małe kawałki warzywa. Solimy i pieprzymy do smaku. Kiedy uznamy, że warzywa są już odpowiednio miękkie mieszamy z napęczniałą kaszą i pokrojoną pietruszką. Łyżeczką nakładamy na listki sałaty, zawijamy albo spinamy wykałaczką.  Można podać jako zakąskę w sałacie, lub też samą na talerzu jako vege obiad!  

Mamy też drugą, nieco łagodniejszą wersję kaszy. Kiedy już wymieszacie ją z warzywami na patelni, to dodajcie 2-3 łyżki jogurtu naturalnego. Nie będzie takie ostre, ale równie pyszne!

Smacznego, Alicja ;)

i trzymajcie kciuki za Bestie, startują w Oscarach! 







środa, 23 stycznia 2013

Cannelloni ze szpinakiem i sosem beszamelowym.

 Za niespełna miesiąc a dokładnie 24 lutego, moje ulubione święto! Pełne kolorowych sukien, świecidełek, przystojnych mężczyzn i pięknych kobiet! A co najważniejsze, wypełnione po brzegi... filmami. 
 Gala wręczenia Oscarów 2013 już tuż, tuż. Nóżkami przebieram, filmy pochłaniam i oczywiście kciuki ściskam. Naprawę nie potrafię wyjaśnić, dlaczego jest to coś tak niesamowitego dla mnie. Czekam cały rok z niecierpliwością. Później kupuję popcorn, nachosy, pepsi lub inne smakołyki i siedzę przed telewizorem do rana. Kiedyś nawet, wynajęłam pokój w domu koleżanki by móc zobaczyć jak Incepcja zgarnia cztery Oscary, a całe zamieszanie przez to, ponieważ nie miałam sprawnego Canal Plusa. 
 Czerwony dywan, suknie przygotowywane przez najlepszych projektantów na miesiące przed galą, smokingi dżentelmenów i te emocje... Moment na chwilę przed otwarciem koperty, kiedy wszyscy łącznie ze mną, siedzą z zapartym tchem i czekają na wynik jest strasznie ekscytujący. I ta radość! Wspaniała, czysta, ogromna, promieniująca radość. Pamiętacie jak Adrien Brody złożył na ustach Halle Berry hollywoodzki pocałunek? Dostał wtedy nagrodę za "Pianistę" To była radość niekontrolowana, jego pierwsza nominacja i pierwszy Oscar. To jeszcze nic! Wzruszenie w moim organizmie wzrasta do rozmiarów niemożliwych wręcz, gdy oglądam jak w 1999 roku, Sophia Loren wykrzykuje: Roberto! A w sekundę potem Roberto Benigni wskakuje na krzesełka i cieszy się przeogromnie. Jak bardzo dziwne to jest, nie potrafię powiedzieć. I choć "Życie jest piękne" to tytuł przez który nie mogę przebrnąć już od kliku lat, wszystko dlatego, że w połowie zaczynam płakać tak, że przez łzy już nic nie jestem w stanie zobaczyć. Sądzę, że przyjdzie kiedyś ten odpowiedni dzień, w którym moje nerwy i łzy będą na wodzy. Na pewno. Gorąco również przeżywałam galę w której nominowany był Avatar, film o którym delikatnie mówiąc nie mam najlepszego zdania, zrobiony przez Jamesa Camerona. Rywalką była ex żona Jamesa Wyczynowca, Kate Bigelow ze swoim Hurt Lockerem. Ze szczęścia, że Avatarowi przypadło drugie miejsce, latałam prawie pod sufitem! Krzyki, śmiech, brawa, aż się mama Basia obudziła. O zgrozo! A miałam już nigdy, przenigdy, nie wypowiadać tej nazwy. W tym roku będzie podobnie, emocje, pyszności, kciuki czerwone od zaciskania, a na sam koniec okrzyk radości. Bo w tym roku (uwaga! zaklinam rzeczywistość) wygrają Bestie.... 
A teraz już pora na kolację ;)


Cannelloni ze szpinakiem i sosem beszamelowym.





                                                    
                                         Zapachniało nawet Metodzie  ;-)

Sos beszamelowy:
- 2 szklanki mleka
- 1/4 kostki masła
- 2 łyżki mąki
- 1/2 łyżeczka soli
- 1/4 łyżeczka pieprzu
- szczypta gałki muszkatołowej

Masło topimy na małym ogniu, wsypujemy mąkę i wciąż trzymając na ogniu mieszamy cały czas, aż do uzyskania jasnozłotej zasmażki. Wlewamy mleko z sokiem z cytryny, i dodajemy wszystkie przyprawy. Mieszając cały czas doprowadzamy sos do zgęstnienia. Należy pamiętać, że sos beszamelowy ma to do siebie, że gęstnieje jeszcze po zdjęciu z ognia. Trzeba więc go cały czas mieszać w trakcie zagęszczania aby się nie przypalił. 

Cannelloni:
- makaron cannelloni (ja kupiłam Baronia Pennoni Giganti Artigianali - trzeba go najpierw podgotować bo jest niezłym grubasem, ok 10 minut, inne cannelloni niekoniecznie, zależy od przepisu na opakowaniu)
- 500 g szpinaku
- 1 jajko
- czosnek - tyle ile lubicie
- dwie łyżki śmietany
- pieprz, sól
- trochę startego żółtego sera

Podgotowujemy makaron, jeśli tego wymaga. Szpinak dusimy na masełku ok 10 minut, dodajemy posiekany drobno czosnek, przyprawy, śmietanę. Kiedy już ładnie odparuje cała woda, wbijamy jajko, które pomoże nam uzyskać bardziej zbitą konsystencję szpinaku. W trakcie duszenia szpinaku, przyrządzamy sos beszamelowy. Rozsmarowujemy go na spodzie naczynia żaroodpornego, nadziewamy makaron farszem szpinakowym i układamy na sosie. Smarujemy sosem, i układamy kolejną warstwę potem znów smarujemy sosem, posypujemy serem i zapiekamy w piekarniku. Długość trzymania dania w piekarniku, zależy od makaronu który macie. Przy wcześniejszym podgotowaniu, wystarczy tylko chwila do rozpuszczenia się sera, przy surowym znacznie dłużej, ok 30 minut.

Smacznego, 
Alicja

ps. musicie to zobaczyć!